KOBIETY TO BARDZO INTERESUJĄCE BESTIE

Szkoła to przede wszystkim ludzie. Ludzie oraz ich zainteresowania, aspiracje, osiągnięcia czy talenty. Spróbujemy w najbliższym czasie porozmawiać z tymi, którzy przez ponad 20 lat tworzyli historię naszego liceum. Na dobry początek rozmowa z Joanną Barszczyńską, tegoroczną absolwentką.

 

 

Karol Kliszcz: Czy pomylę się, jeśli powiem, że Joanna Barszczyńska to w dużej mierze ‚śpiew i muzyka’?

Joanna Barszczyńska: Nie, nie będzie to ani trochę pomyłką. Kocham muzykę, od pokoleń jest ona w mojej rodzinie. To pasja przekazana od pradziadków, dziadków i rodziców. Najbardziej kocham śpiew, kiedy śpiewam czuję się jakbym była w innym świecie, jakby wszystkie negatywne emocje uciekały gdzieś daleko. Aczkolwiek poza muzyką mam również inne zainteresowania.

K.K.: Wielu osobom kojarzysz się z zespołem Mayestat. Jak doszło do powstania zespołu?

J.B.: Zespół Mayestat to jeden z ważniejszych epizodów mojego życia. Kiedy w połowie pierwszej klasy przyszłam do SLO spotkałam wspaniałych ludzi – Kubę Staronia, Grzesia Gaika i Dominikę Biały. Zaczęło się tak, że ja, Dominika i Kuba mieliśmy zagrać jakąś piosenkę na zakończeniu trzecich klas Grzesia… i tak nam się spodobało, że postanowiliśmy założyć zespół. Do tego dołączyła się moja siostra – perkusistka i tak właśnie wyglądał początek Mayestatu.

K.K.: Czym jest dla Ciebie przyjaźń?

J.B.: Przyjaźń… zacznę od tego, że jest to nadużywane słowo. Mam wielu bardzo dobrych znajomych, lecz przyjaźń… kiedyś myślałam, że przyjaciel to osoba, która non stop jest obok mnie i spędzam z nią najwięcej czasu. Z czasem jednak zrozumiałam, że przyjaciel to osoba, która mimo, że może nie widzę się z nią codziennie, nie spędzamy miliarda godzin razem, to jednak zawsze wie, gdy coś jest nie tak. To osoba do której zadzwonię, że jest mi źle, a ona będzie za chwilę u mnie z paczką chusteczek. To osoba, która potrafi powiedzieć mi, że mam wziąć się w garść i nie marudzić, bo już nie może mnie słuchać. Mimo, że przyjaźń to wyjątkowe słowo, jest kilka rodzajów przyjaźni i po tym przemyśleniu mogę spokojnie stwierdzić, że mam wielu przyjaciół. Dziękuję Wam za to, że jesteście.

K.K.: Miałem możliwość słyszeć Twój śpiew przy różnych okazjach. To dość różnorodny repertuar. Masz coś ulubionego?

J.B.: Różnorodny to dobre słowo. Muzyka ludowa, poezja śpiewana, szeroko pojęta muzyka rozrywkowa, muzyka w Mayestacie, muzyka w Ragappe i wiele innych. Nie mogę powiedzieć, że mam jakiś ulubiony repertuar. Każdy jest inny. Do Mayestatu przywiązuję dużą wagę, gdyż jest to jednak muzyka autorska. Ragappe ma dla mnie wielką wartość ze względu na genialne teksty i prostotę muzyki Maćka Stefaniaka, który bardzo mnie inspiruje. Muzyka rozrywkowa np. w zespole Iskra to odskocznia. Mogę śpiewać z bardzo utalentowanymi osobami i świetnie się przy tym bawić. Poezja śpiewana to duże artystyczne wyzwanie, a muzyka ludowa gra w mojej rodzinie od lat i czuję, że płynie gdzieś z krwią w moich żyłach. Muzyka to muzyka. Kocham ją całą.

K.K.: W czasie tegorocznych egzaminów maturalnych z języka polskiego przedstawiłaś prezentację ” Postać uwodzicielki w literaturze„. Dlaczego?

J.B.: Akurat tego pytania nie zadała mi komisja i już myślałam, że nie będę musiała się nad tym głowić. Kobiety to bardzo interesujące bestie. Może dziwnie to zabrzmi, ale ciekawią mnie bardzo takie wyrachowane, pewne siebie kobiety. Są to intrygujące i bardzo złożone postacie, które dają wiele do myślenia. Stwierdziłam więc, że temat ten będzie dosyć ambitny i wymagał będzie poszperania w wielu książkach i rozmów z kilkoma osobami (przy okazji, dziękuję Bratu za pomoc przy Salome ;D ), a że uwielbiam literaturę, to czułam się w tym temacie jak ryba w wodzie.

K.K.: I już zupełnie na koniec: Czym kierowałaś się przy wyborze szkoły średniej?

J.B.: Na samym początku trafiłam do Wrocławia ze względu na szkołę muzyczną. Już w gimnazjum chciałam iść do SLO, lecz gdy wybrałam szkołę muzyczną we Wrocławiu, to musiałam tam zamieszkać. Jednak nie do końca mi się tam układało, więc wróciłam. Pierwszą myślą było właśnie SLO. Od dawna przyglądałam się tej szkole. Podobała mi się w niej indywidualność ludzi. Zawsze kręciło się tu wielu szalonych artystów. Do tego fakt, że jest to mała szkoła, że człowiek jest człowiekiem, a nie tylko kolejnym numerem w dzienniku, jak to miałam we Wrocławiu. SLO pozwoliło mi się rozwijać, tworzyć wspaniałe rzeczy ze wspaniałymi ludźmi. Moja kochana artystyczna klasa i przedstawienia. Zawsze będę to wspominać z uśmiechem na twarzy i łezką w oku. Wielkim atutem tej szkoły jest też to, że wielu nauczycieli to nie zwykli belfrowie, tylko ludzie, którym na tobie zależy. Nie będę wymieniać z imienia i nazwiska, gdyż bałabym się, że kogoś pominę, lecz osobami, które mi bardzo pomogły w wielu sytuacjach i czuję się zobowiązana by jeszcze raz im podziękować to Brat Karol i moja wychowawczyni Pani Iwonka Gołowejno. Kochane gimbuski ;> mnie SLO bardzo zmieniło, mi SLO bardzo pomogło więc… POLECAM – JOANNA BARSZCZYŃSKA!

 

K.K.: Dziękuję Ci za rozmowę.

   

{youtube}07WkJkAZGIY{/youtube}

{youtube}IdF7q9ND1v0{/youtube}

 

ZOBACZ ASIĘ RÓWNIEŻ PODCZAS MUZYCZNYCH WIECZORÓW W NASZYM LICEUM
 

 

Posted Under