3000 KM W 3,5 MIESIĄCA

W dzisiejszej rozmowie spotykamy się z Łukaszem Nowakiem, absolwentem naszego liceum, obecnie studentem Politechniki Wrocławskiej. Rozmawia ks. Mariusz Jeżewicz, nauczyciel historii.

 

Ks. Mariusz Jeżewicz: Łukasz, kilka lat temu ukończyłeś Salezjańskie Liceum w Lubinie. Co teraz robisz w życiu? Czym się zajmujesz?

 

Łukasz Nowak: Jestem studentem 7. semestru na kierunku Inżynierii Biomedycznej wydziału PPT Politechniki Wrocławskiej. Obecnie piszę pracę inżynierską dotyczącą charakterystyki nanostrukturalnej powierzchni stentów kardiologicznych, które są implantowane głównie w przypadku choroby niedokrwiennej serca (zawału mięśnia sercowego). Ponadto pracuję w wolnym czasie na umowy zlecenia w sklepie, firmie ochrony i w tym podobnych branżach niezwiązanych z moim kierunkiem studiów.

 

 

M.J.: A czym chciałbyś się zajmować w przyszłości? Jakie masz plany (zawodowe; prywatne)?

 

Ł.N.: Jak każdy – chciałbym robić to, co sprawia mi odrobinę satysfakcji i pozwala zapewnić jakąś stabilność finansową. Ponadto chciałbym być w tej jednej, czy dwóch konkretnych rzeczach dobry. Na ten moment skupiam się (przynajmniej pozornie) na pisaniu pracy dyplomowej i przygotowaniu się na obronę, której termin będzie się mieścić między końcem czerwca, a początkiem lipca. Co do planów zawodowych – niestety mój kierunek jest tzw. kierunkiem interdyscyplinarnym. Moja skromna definicja tego słowa mieści się w określeniu: „wszystko i nic”. Oczywiście dla chcącego nic trudnego, ale przyszłość zawodowa inżyniera biomedycznego w Polsce nie jest zbytnio obiecująca. Póki co staram się o tym nie myśleć, coraz częściej kierując wzrok poza granice naszego kraju. Co do konkretnych i najbliższych planów, to chcę się przenieść na inną uczelnię, w innym mieście i spróbować raz jeszcze znaleźć tę jedną, czy dwie dziedziny, których nauka będzie mi sprawiała satysfakcję podczas studiów magisterskich. Możliwości jest sporo, konkretów mało, ale tutaj przychodzi na ratunek życie prywatne. W tym przełomowym momencie, gdzie coś się kończy (studia inżynierskie) i coś nowego powinno się zacząć (magisterka), podejmuję wraz z towarzyszką ze szkolnej, licealnej ławki drogę do Santiago de Composteli. Planujemy iść z Lubina i zakładamy, że przebycie tych ponad 3000 km, zajmie nam co najmniej 3,5 miesiąca. Nie śpieszymy się z powrotem, nie chcemy od razu zaczynać studiów magisterskich. To będzie bardzo ważny, potrzebny i tym samym długo oczekiwany czas, zarówno dla mnie, jak i dla Arlety.

 

M.J.: Czy jako student masz czas i możliwości na rozwijanie swoich pasji i zainteresowań?

 

Ł.N.: Szczerze mówiąc, cały czas szukam moich prawdziwych pasji. Miałem dość dużo wolnego czasu i zdarzało się, że wykorzystywałem go robiąc rzeczy, które sprawiają mi przyjemność. Do takich zaliczam wyjazdy w góry, różnego rodzaju formy uprawiania sportu itp. Niestety podczas tych już prawie czterech lat studiów mam wrażenie, jakbym trochę zatrzymał się w miejscu. Do tej pory robiłem to, co „wypada”, wykonywałem to, co inni ode mnie wymagali. W tym całym „systemie” studiowania, zaczynałem się mieszać i zapominać o tym, co dla mnie najważniejsze. O tym, co tak naprawdę daje mi szczęście. O prawdzie o sobie samym. O tym, czego dalej szukam.

 

M.J.: A tak na koniec: Czym kierowałeś się przy wyborze szkoły średniej? Jak wspominasz swój pobyt w liceum?

 

Ł.N.: Podczas gimnazjum wstąpiłem do służby liturgicznej i zaraz potem zostałem lektorem w parafii NSPJ. Różne inicjatywy organizowane przez salezjanów miały olbrzymi wpływ na moje wybory. Między innymi nie wyobrażałem sobie, żebym mógł iść gdzie indziej, jak nie do „salezjana”. Oprócz zafascynowania się działalnością i pracą salezjanów wśród młodzieży, kierowała mną jeszcze jedna sprawa, mianowicie „salezjan” utrzymuje odpowiednio wysoki poziom nauki. Trafiłem na dobrych, doświadczonych i co najważniejsze, zaangażowanych nauczycieli, którzy pomogli mi rozwinąć moją wiedzę dotyczącą przedmiotów ścisłych.

 

Lata w liceum wspominam bardzo dobrze. W przeciwieństwie do innych, większych szkół, atmosfera w „salezjanie” była kameralna i sprzyjała nawiązywaniu dobrych kontaktów z rówieśnikami. Szkoła była bezpośrednio związana ze środowiskiem salezjańskim, dzięki czemu skorzystałem z wielu propozycji wyjazdów i inicjatyw ze strony salezjanów. Trzy lata spędzone w SLO bezpośrednio wpłynęły na moją formację duchową i intelektualną. Od poznanych wówczas osób nauczyłem się wiary w Boga, którą żyję i mam nadzieję będę żył, gdziekolwiek pójdę i cokolwiek w przyszłości będę robił.  

M.J.: Dziękuję Ci za rozmowę.

 

 

 

Posted Under